wtorek, 3 lutego 2015

7 Dni. Przegląd Tygodnia - analiza nowego tygodnika

"7 Dni. Przegląd Tygodnia" - tak nazywa się nowy tygodnik, który wczoraj pokazał się w sklepach "Biedronka". Tylko tam można go kupić. Przedrukowuje artykuły, które wcześniej opublikował m.in. "Newsweek", "Dziennik Gazeta Prawna", "Fakt", "Forbes" i Onet. Wydawca pismo kieruje do mężczyzn. Kupi ich? Szanse oceniam na trójkę z plusem. 


Layout okładki zachęca do zakupu. Tytuł na czerwonym tle "7 Dni. Przegląd Tygodnia" bije po oczach, tyle że żadna zajawka na okładce nie odnosi się do wydarzeń ubiegłego tygodnia. Piłkarze ręczni nie grali, frankowicze nie wpadli w panikę, na Ukrainie się nie zabijają. Głównym problemem wedle redakcji jest utrata pracy, która otwiera drzwi do zbudowania życia na nowo.

Aktualności są w środku. Tekst, jak obniżyć ratę kredytu we frankach, zajmuje według mnie pierwsze miejsce w numerze pod względem jakości. Rozważa szanse uznania zapisów umowy kredytowej za niezgodne z prawem. Analizuje, czy pozostać przy skargach na przykład do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów czy sądzić się z bankiem. Odpowiedzi brakuje, ale garść wiedzy czytelnik otrzymuje.

Czołówkowy tekst "Zostałeś zwolniony i co dalej" ledwie dyszy jak człowiek po grypie. Sypie wyświechtanymi poradami, że świat się nie kończy na jednej pracy. Banalne wskazówki zawiera jedynie ostatni akapit tekstu.

Artykuł o supertacie przyprawił mnie o mdłości. Po deserku znowu ruszamy do parku. Pogoda wspaniała. Idziemy na plac zabaw. Pot spływa mi po plecach, bujam córkę, pomagam zjeżdżać, sadzam na karuzeli i obracam. Kiedy potem zaczyna płakać, wiem że jest zmęczona. No ja też. Ale to ona podrzemie w wózku kolejną godzinę. Banalne. Ogromnie wzruszające. Tatuś wybrał się z córką na spacerek. Och, ach, heros. Dzięki temu dowiedziałem się, że jestem bohaterem, bo chodzę z dziećmi do muzeum, kina, na boisko. 
Pomijam fakt, że przytoczony dziennik tatusia pachnie zmyśleniem "z głowy". Z pokorą przyjmuję ewentualne tłumaczenie, że redakcja nie mogła pokusić się o tekst o zmieniającej się roli mężczyzny w XX i XXI wieku. Kobiety ostro wchodzą w role męskie, mężczyźni - w damskie. Za trudne dla biedronkowego wyjadacza?

W tekście "Esbeckie komando śmierci" mamy do czynienia z manipulacją szytą grubymi nićmi. Redakcja - oczywiście "Faktu", wyciągnęła morderstwo Jaroszewiczów, księdza Popiełuszki i kilka wstrząsających zabójstw okraszając tekst tytułem "Esbeckie komando śmierci". Ukartowana robota określonych kół?

Do kogo wydawca kieruje "7 Dni. Przegląd Tygodnia"? Jest dużo - w standardowym ujęciu - dla mężczyzn - o samochodach, komandosach, historii, elektronice użytkowej, sporcie, polityce, ekonomii. Okładkowy tekst używa czasownika "straciłeś" pracę, nie żeńskiego - "straciłaś". Niewiele, znów kierując się stereotypami, dla kobiet - kuchnia, jeden artykuł o zdrowiu.

Dzięki pierwszemu numerowi biedronkowej gazety Pan Samochodzik jeszcze bardziej stanie się moim ulubionym pisarzem powieści młodzieżowych nie tylko dzięki templariuszom i Stanisławowi Mikulskiemu, ale niezwykłym talentom pisarza, które dziś nazywa się umiejętnościami interpersonalnymi: Tak wizytę u przyjaciela wspominał Gierymski: - Dwie licealistki śpieszą ku nam w biegu zdejmując z ramion czerwone szkolne tarcze. Wracamy do domu Zbyszka, Bachanalia trwały do północy. Następnego dnia wstałem późno. Zbyszek wołał już o ogrodu. Mieliśmy przecież pożeglować. Dwie licealistki już na nas czekały, opalając się. Leżały nago na burcie jachtu.

Czy moja miłość do Pana Samochodzika wystarczy, żeby tygodnik odniósł sukces? Biedronka ma ponad 2500 sklepów. Jeśli każdy sprzeda tylko po dwadzieścia egzemplarzy, pewnie się opłaci. Warto jednak popracować nad dokładniejszym sprofilowaniem pisma i jakością artykułów.

Tygodniki opinii "Polityka", "Newsweek" na urodzinach "7 dni.." nie stracą, ale "Angora" może czuć oddech konkurenta na plecach, choć jakość łódzkiej konkurencji tymczasem pozostaje tymczasem poza zasięgiem nowego wydawnictwa Axel Springer.








niedziela, 1 lutego 2015

Uwodzicielski urok promocji

"Promocja!", "Obniżka do minus 70 procent!", "3 w 1", "Oferta limitowana w czasie - tylko do jutra lub wyczerpania zapasów" - kuszą krzykliwe hasła reklamowe supermarketów i dyskontów. Powiesz, że nie łapiesz się na to? Lecisz jak ćma do ognia.



"Wspólnie z kolegami z Quarks&Co pośrodku pasażu handlowego ustawiliśmy kramik. Na stoliku rozłożyliśmy różne akcesoria do czyszczenia. Mieliśmy wsparcie profesjonalnego sprzedawcy: najpierw podchodził do ludzi, zagadywał potencjalnego klienta,  a potem przedstawiał mu do wyboru pojedyncze produkty za 0,59 lub trójpak za 1,99 euro. Wśród naszych klientów zaobserwowaliśmy ciekawe zjawisko: wielu decydowało się na trójpak, chociaż był droższą opcją! Poszczególne produkty zestawu kupione osobno kosztowałyby razem tylko 1,77 euro. Zatem trójpak był o 22 centy droższy" - pisze Ranga Yogeshwar w książce "Dlaczego kobietom marzną stopy i inne zagadki codzienności".
Naukowcy z Bonn przebadali grupę ludzi rezonansem magnetycznym - analizuje dalej Yogeshwar - jak reagują na oglądanie produktów opatrzonych słowem "promocja". Gdy patrzyli na takie produkty, w mózgu uaktywniała się część układu nagrody (czyli ośrodka przyjemności), tzw. prążkowia (łac. striatum), za to inne rejony mózgu, ośrodek kontroli i rozsądku, wykazywały obniżoną aktywność.

Banalne słowo "promocja" okazuje się magiczne, otwierające sprzedawcom portfele klientów. Mózg wysyła nam podświadomy, pierwotnie zakodowany sygnał, że trafiliśmy na wyjątkową okazję. Jest tak kusząca, że zapominamy przeliczyć rzekome oszczędności i korzyści.

Jeszcze bardziej głowę tracimy w obliczu słów "Oferta ważna do...", "Oferta ważna tylko dziś...", "Tylko 5 sztuk...". Takie sztuczne i  jedynie słowne ograniczenie podaży produktów wprowadza umysł w panikę, że dla nas zabraknie. Łowimy więc gratkę, niczym wgraną na loterii. I nie ma znaczenia, że rzekoma fartowna cena jest kilka lub kilkanaście procent wyższa niż normalna w innym sklepie. Tu też uruchamia się atawistyczny lęk z początków ludzkości, że zwierzynę upolować, rośliny zebrać należy wtedy, gdy los się do nas uśmiecha. Bo fart się nie powtórzy i będziemy głodować.

Handlowcy bezustannie wykorzystują te pierwotne emocje:
Gazeta.pl z września 2014 r.: "Za sprawą wpisu jednego z użytkowników serwisu Wykop, w ostatnim czasie zrobiło się głośno o akcji "Czyszczenie magazynów", zorganizowanej przez sklep Media Expert. Jak informował jej regulamin, przedmiotem trwającej od 11 do 17 września promocji były niższe ceny na wybrane produkty.
Internautę zainteresował 32-calowy telewizor marki LG. Jednak zanim zdecydował się na zakup, postanowił przy użyciu pamięci podręcznej wyszukiwarki Google sprawdzić jego cenę obowiązującą kilka dni wcześniej. Okazało się, że ten sam produkt sprzedawany poza promocją był... tańszy o 109 zł".

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wielokrotnie zajmował się przedsiębiorcami wprowadzającymi konsumentów w błąd poprzez organizowanie fikcyjnych promocji. W 2013 roku nałożył pół miliona złotych kary na właściciela Euro.com.pl, który jako zachętę do wyboru właśnie jego e-sklepu oferował klientom darmową dostawę, o ile zdecydują się na zakup do najbliższego piątku.
Jak się później okazało, oferta nie była jednak ograniczona czasowo i w tej samej postaci zaczynała się w każdy poniedziałek.