czwartek, 25 czerwca 2015

600 lekcji na tablice.net.pl

Koniec roku szkolnego to czas podsumowań. Najlepiej wiedzą to uczniowie i nauczyciele, dla których czerwiec jest czasem bardzo wytężonej pracy. My również pokusiliśmy się o niewielki bilans, a okazja ku temu jest taka, że niedawno na stronie tablice.net.pl, w dziale z gotowymi materiałami na zajęcia z uczniami, pojawiła się już sześćsetna lekcja przygotowana w aplikacji SMART Notebook.


Wręczenie dyplomu Pani Marioli Kosztołowicz
Pierwsza lekcja została umieszczona 23 grudnia 2009 roku i dotyczy języka niemieckiego „Was hast du in deinem Schrank? Die Kleider.” Jej autorką jest nauczycielka Gimnazjum im. Feliksa Szołdrskiego w Nowym Tomyślu Pani A.S.- Szymańska. Sześćsetną lekcją jest zaś lekcja historii „Początki państwa polskiego” przygotowana przez Pana Jacka Kowalskiego z Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Wiślicy.

Z tej okazji chcieliśmy też wyróżnić nauczyciela, który najchętniej dzielił się swoją pracą i zamieścił największą liczbę swoich lekcji w naszej bazie. Po podsumowaniu okazało się, że tą osobą jest Pani Mariola Kosztołowicz nauczycielka matematyki oraz informatyki w Gimnazjum w Zespole Placówek Oświatowych w Morawicy, która przygotowała i zamieściła aż 79 lekcji i materiałów szkoleniowych dla nauczycieli. Bardzo dziękujemy za ogrom pracy i wytrwałość!

Gorące podziękowania również należą się tym wszystkim nauczycielom, którzy zechcieli podzielić się swoimi lekcjami z innymi. To dzięki Waszej pracy udało się zgromadzić i udostępnić tak potężną bazę materiałów.

Na zakończenie pragniemy powiedzieć dziękuję naszym sympatykom za wspólne odkrywanie możliwości i zastosowań tablic SMART w nauczaniu w roku szkolnym 2014/15. Życzymy wspaniałych, słonecznych i bezpiecznych wakacji wszystkim nauczycielom i uczniom.

czwartek, 18 czerwca 2015

Od przybytku głowa boli

Który rower wybrać? Frustrujące problemy zamożnych społeczeństw

Dlaczego dyskonty Biedronka, Lidl odnoszą sukcesy, a hipermarkety tracą rynek. Bo w dyskontach jest tanio - słychać chór głosów. Mit. Jest drożej niż w wielkich sklepach. To w czym rzecz? 


Dyskonty wygrywają między innymi z tego powodu, że jest w nich... mały asortyment. Profesor Barry Schwartz z Swarthmore College w Pensylwanii dowodzi, że im więcej masz do wyboru, tym bardziej jesteś nieszczęśliwy ("Książę z bajki cię wykończy", "Gazeta Wyborcza", 13-14 czerwca 2015 r.).: "W 2000 roku Sheena Iyengar i Mark Lepper, amerykańscy naukowcy, w sklepie z luksusowymi towarami wystawili słoiki z egzotycznymi dżemami do degustacji. Każdy z klientów dostał bon uprawniający do jednodolarowej zniżki, gdyby zdecydował się na kupienie któregoś z tych dżemów. Gdy wystawiono sześć rodzajów smaków, na zakup zdecydowało się aż 30 proc. klientów. Ale gdy zwiększono asortyment do 24 smaków, odsetek kupujących zmalał do 3 proc. Większy wybór paraliżował ludzi".

Bezradność w hipermarkecie


Profesor udowadnia, że niemal nieograniczona oferta każdego asortymentu: płatków śniadaniowych, win, telefonów komórkowych albo zniechęca nas do podejmowania decyzji, albo podejmujemy decyzje, które nas frustrują. 
Bo czy na pewno dokonaliśmy możliwie dobrego wyboru? A może płatki Nestle mają więcej błonnika niż Sante? A może wino z Portugalii byłoby smaczniejsze niż hiszpańskie? A czy telefon LG robi równe dobre zdjęcia jak Sony? A Sony to był wodoodporny, czyli może lepszy? Przy palecie produktów życie ułatwiają rankingi i zestawienia, stąd tak duża ich popularność  naszych czasach.
Są rankingi pralek, lodówek, testy konsumenckie. Ich rzetelność często pozostawia wiele do życzenia, ponieważ stoją za nimi interesy koncernów. Niemniej utwierdzają nas w słuszności werdyktu przed sklepową półką. Firmy doradztwa jak Open Finance pomagają zorientować się w gąszczu kredytów i lokat. Gdy już jednak podejmujemy decyzję o zakupie, niemal zawsze pozostaje wrażenie niedosytu, niepokoju, czy aby dokonaliśmy najlepszego wyboru. Stawiam tezę, ze ten lęk może prowadzić do depresji, która bierze się w wiecznego poszukiwania najlepszych rozwiązań, szerzej: wiecznego poszukiwania szczęścia. 

Co zrobić? Jeśli szukasz płatków śniadaniowych bez cukru, weź pierwsze lepsze i nie zastanawiaj się, czy następne na półce będą bardziej zdrowe. Chcąc kupić garnitur, pomyśl, jakie jego cechy są dla ciebie istotne. Znajdź taki. I go kup.

W poszukiwaniu idealnego partnera


Ten sam mechanizm wiecznego poszukiwania ideału działa na... portalach randkowych. Idę o zakład, że nawet połowa uczestników portalu Sympatia.pl tkwi tam latami - stale lub z przerwami. Dlaczego tak się dzieje? Bo jest duża podaż towaru - ludzi do poznania. Bo tuż za następnym kliknięciem czai się atrakcyjniejsza kobieta, przystojniejszy mężczyzna. 
Z grubsza wygląda to tak: Kobieta atrakcyjna, ale - mój boże - jaka drewniana w łóżku. Nie, no, facet przystojny, ale  pogadać z nim nie ma o czym. Znów Sympatia.pl. Oooo, całkiem miła babeczka, i jaki uśmiech. Ale czy musi mieszkać tak daleko? Godzinę trzeba do niej jechać. To następna. Klik, zaloguj się, następny facet. Całkiem sympatyczny, tylko po rozwodzie, i z dziećmi spędza czas. A gdzie czas dla mnie? No, to następny. Klik. 
Bogactwo wyboru doprowadza do tego, że single tak mocno deklarujący chęć założenia rodziny, a choćby trwałego związku, pozostają sami lub w przelotnych znajomościach. 
To też pewien rodzaj hazardu, uzależnienia. Niczym do kasyna wchodzimy po wygraną. Za każdym ruchem ruletki może czaić się wygrana: lepszy partner. 
Na szczęście w poszukiwanie partnera nie angażujemy przeważnie wielkich pieniędzy, ale poświęcamy mnóstwo czasu, energii oraz zdrowie psychiczne. A mało kto z nas ma zdolność do wglądu w siebie i diagnozę: Nie boli samotność, ale skakanie z kwiatka na kwiatek.
Moją obserwację potwierdza profesor Barry Schwartz z Swarthmore College w Pensylwanii  ("Książę z bajki cię wykończy", "Gazeta Wyborcza", 13-14 czerwca 2015 r.): "Proszę zwrócić uwagę, jak portale randkowe zmieniły sposób poszukiwania życiowych partnerów. Nie tak dawno kogoś takiego szukało się na uczelni, we własnym środowisku, przez znajomych, w klubie sportowym. Dzisiaj możesz go znaleźć wszędzie. (...). Amerykańska dziennikarka Lori Gotlieb swego czasu napisała książkę "Wyjdź za niego za mąż" ("Marry Him"). Opisała tam swoje poszukiwania idealnego partnera. Dobijając czterdziestki, zdała sobie sprawę, że jest sama i jeśli chce mieć rodzinę, to jest to ostatni dzwonek. (...) Na koniec trafiła do doradcy matrymonialnego, który poprosił ją, by sporządziła listę pożądanych cech partnera. Zobaczywszy tę długą listę, roześmiał się i rzekł: "Załóżmy się, że na całym świecie jest pięciu mężczyzn, którzy spełniają pani kryteria. Załóżmy nawet, że uda się pani odnaleźć jednego z nich: jaką ma pani gwarancję, że on panią zachce?". Wtedy ją olśniło. Zrozumiała, że strategia szukania "ideału" w niczym jej nie pomoże i może pora zacząć rozglądać się za tym, co "wystarczająco dobre".

Facebook unieszczęśliwia

Zdaniem amerykańskiego profesora dostęp do mediów społecznościowych nas rozdrażnia, o czym pisałem w tekście "Pralka mózgu". Kiedyś porównywaliśmy się z sąsiadem zza płotu, dziś - dzięki Facebookowi - porównujemy nie tylko z najbliższymi, ale i dalszymi znajomymi, a także ich znajomymi. I jak ktoś tylko wrzuci foty z Chorwacji, albo - co nie daj Boże - z Dominikany, to niezadowolenie z życia sięga zenitu.


Bądź wdzięczny

Jak można uciec od poczucia niemocy? Profesor Schwartz ma prostą radę: "Praktykowanie wdzięczności. Codziennie wieczorem można wypisać trzy, cztery rzeczy, które wydarzyły się w ciągu dnia i za które warto podziękować. To może być coś skromnego". Mistrz Wojciech Młynarski w piosence "Jest jeszcze panna Hela" ujął tę wskazówkę tak: 

Więc ty się nie strosz jak niedźwiedź dziki
Że Sejm głosował źle

Odpoczywając od polityki
Przypomnij sobie że

Jest jeszcze śledź w śmietanie
Metafizyczne danie

I jabłoń w twym ogródku
Sadzona w chwili smutku

Są spacery nad rzeką
Wiosenny chór słowików

A jabłoń w twym ogrodzie
Lekko przetrzyma polityków