czwartek, 18 czerwca 2015

Od przybytku głowa boli

Który rower wybrać? Frustrujące problemy zamożnych społeczeństw

Dlaczego dyskonty Biedronka, Lidl odnoszą sukcesy, a hipermarkety tracą rynek. Bo w dyskontach jest tanio - słychać chór głosów. Mit. Jest drożej niż w wielkich sklepach. To w czym rzecz? 


Dyskonty wygrywają między innymi z tego powodu, że jest w nich... mały asortyment. Profesor Barry Schwartz z Swarthmore College w Pensylwanii dowodzi, że im więcej masz do wyboru, tym bardziej jesteś nieszczęśliwy ("Książę z bajki cię wykończy", "Gazeta Wyborcza", 13-14 czerwca 2015 r.).: "W 2000 roku Sheena Iyengar i Mark Lepper, amerykańscy naukowcy, w sklepie z luksusowymi towarami wystawili słoiki z egzotycznymi dżemami do degustacji. Każdy z klientów dostał bon uprawniający do jednodolarowej zniżki, gdyby zdecydował się na kupienie któregoś z tych dżemów. Gdy wystawiono sześć rodzajów smaków, na zakup zdecydowało się aż 30 proc. klientów. Ale gdy zwiększono asortyment do 24 smaków, odsetek kupujących zmalał do 3 proc. Większy wybór paraliżował ludzi".

Bezradność w hipermarkecie


Profesor udowadnia, że niemal nieograniczona oferta każdego asortymentu: płatków śniadaniowych, win, telefonów komórkowych albo zniechęca nas do podejmowania decyzji, albo podejmujemy decyzje, które nas frustrują. 
Bo czy na pewno dokonaliśmy możliwie dobrego wyboru? A może płatki Nestle mają więcej błonnika niż Sante? A może wino z Portugalii byłoby smaczniejsze niż hiszpańskie? A czy telefon LG robi równe dobre zdjęcia jak Sony? A Sony to był wodoodporny, czyli może lepszy? Przy palecie produktów życie ułatwiają rankingi i zestawienia, stąd tak duża ich popularność  naszych czasach.
Są rankingi pralek, lodówek, testy konsumenckie. Ich rzetelność często pozostawia wiele do życzenia, ponieważ stoją za nimi interesy koncernów. Niemniej utwierdzają nas w słuszności werdyktu przed sklepową półką. Firmy doradztwa jak Open Finance pomagają zorientować się w gąszczu kredytów i lokat. Gdy już jednak podejmujemy decyzję o zakupie, niemal zawsze pozostaje wrażenie niedosytu, niepokoju, czy aby dokonaliśmy najlepszego wyboru. Stawiam tezę, ze ten lęk może prowadzić do depresji, która bierze się w wiecznego poszukiwania najlepszych rozwiązań, szerzej: wiecznego poszukiwania szczęścia. 

Co zrobić? Jeśli szukasz płatków śniadaniowych bez cukru, weź pierwsze lepsze i nie zastanawiaj się, czy następne na półce będą bardziej zdrowe. Chcąc kupić garnitur, pomyśl, jakie jego cechy są dla ciebie istotne. Znajdź taki. I go kup.

W poszukiwaniu idealnego partnera


Ten sam mechanizm wiecznego poszukiwania ideału działa na... portalach randkowych. Idę o zakład, że nawet połowa uczestników portalu Sympatia.pl tkwi tam latami - stale lub z przerwami. Dlaczego tak się dzieje? Bo jest duża podaż towaru - ludzi do poznania. Bo tuż za następnym kliknięciem czai się atrakcyjniejsza kobieta, przystojniejszy mężczyzna. 
Z grubsza wygląda to tak: Kobieta atrakcyjna, ale - mój boże - jaka drewniana w łóżku. Nie, no, facet przystojny, ale  pogadać z nim nie ma o czym. Znów Sympatia.pl. Oooo, całkiem miła babeczka, i jaki uśmiech. Ale czy musi mieszkać tak daleko? Godzinę trzeba do niej jechać. To następna. Klik, zaloguj się, następny facet. Całkiem sympatyczny, tylko po rozwodzie, i z dziećmi spędza czas. A gdzie czas dla mnie? No, to następny. Klik. 
Bogactwo wyboru doprowadza do tego, że single tak mocno deklarujący chęć założenia rodziny, a choćby trwałego związku, pozostają sami lub w przelotnych znajomościach. 
To też pewien rodzaj hazardu, uzależnienia. Niczym do kasyna wchodzimy po wygraną. Za każdym ruchem ruletki może czaić się wygrana: lepszy partner. 
Na szczęście w poszukiwanie partnera nie angażujemy przeważnie wielkich pieniędzy, ale poświęcamy mnóstwo czasu, energii oraz zdrowie psychiczne. A mało kto z nas ma zdolność do wglądu w siebie i diagnozę: Nie boli samotność, ale skakanie z kwiatka na kwiatek.
Moją obserwację potwierdza profesor Barry Schwartz z Swarthmore College w Pensylwanii  ("Książę z bajki cię wykończy", "Gazeta Wyborcza", 13-14 czerwca 2015 r.): "Proszę zwrócić uwagę, jak portale randkowe zmieniły sposób poszukiwania życiowych partnerów. Nie tak dawno kogoś takiego szukało się na uczelni, we własnym środowisku, przez znajomych, w klubie sportowym. Dzisiaj możesz go znaleźć wszędzie. (...). Amerykańska dziennikarka Lori Gotlieb swego czasu napisała książkę "Wyjdź za niego za mąż" ("Marry Him"). Opisała tam swoje poszukiwania idealnego partnera. Dobijając czterdziestki, zdała sobie sprawę, że jest sama i jeśli chce mieć rodzinę, to jest to ostatni dzwonek. (...) Na koniec trafiła do doradcy matrymonialnego, który poprosił ją, by sporządziła listę pożądanych cech partnera. Zobaczywszy tę długą listę, roześmiał się i rzekł: "Załóżmy się, że na całym świecie jest pięciu mężczyzn, którzy spełniają pani kryteria. Załóżmy nawet, że uda się pani odnaleźć jednego z nich: jaką ma pani gwarancję, że on panią zachce?". Wtedy ją olśniło. Zrozumiała, że strategia szukania "ideału" w niczym jej nie pomoże i może pora zacząć rozglądać się za tym, co "wystarczająco dobre".

Facebook unieszczęśliwia

Zdaniem amerykańskiego profesora dostęp do mediów społecznościowych nas rozdrażnia, o czym pisałem w tekście "Pralka mózgu". Kiedyś porównywaliśmy się z sąsiadem zza płotu, dziś - dzięki Facebookowi - porównujemy nie tylko z najbliższymi, ale i dalszymi znajomymi, a także ich znajomymi. I jak ktoś tylko wrzuci foty z Chorwacji, albo - co nie daj Boże - z Dominikany, to niezadowolenie z życia sięga zenitu.


Bądź wdzięczny

Jak można uciec od poczucia niemocy? Profesor Schwartz ma prostą radę: "Praktykowanie wdzięczności. Codziennie wieczorem można wypisać trzy, cztery rzeczy, które wydarzyły się w ciągu dnia i za które warto podziękować. To może być coś skromnego". Mistrz Wojciech Młynarski w piosence "Jest jeszcze panna Hela" ujął tę wskazówkę tak: 

Więc ty się nie strosz jak niedźwiedź dziki
Że Sejm głosował źle

Odpoczywając od polityki
Przypomnij sobie że

Jest jeszcze śledź w śmietanie
Metafizyczne danie

I jabłoń w twym ogródku
Sadzona w chwili smutku

Są spacery nad rzeką
Wiosenny chór słowików

A jabłoń w twym ogrodzie
Lekko przetrzyma polityków


2 komentarze:

  1. Hmm, pozwól, że nie ze wszystkim się zgodzę :)…. skakanie z kwiatka na kwiatek nie boli, samotność boli, rozczarowanie bardzo boli. Osoby, które są latami na portalach randkowych nie szukają partnera, związku, a na pewno nie miłości. Dla nich portal to wirtualna dyskoteka gdzie mogą do woli wyrywać, bajerować. Osoby, które szukają…. uciekają szybko. Fakt, wchodząc na portal naiwnie sądzą, ze trafi się im Szóstka w totka, albo tak jak piszesz wygrana w ruletkę w kasynie. Może nie naiwnie, może po prostu działają pod wpływem emocji, może mają nadzieję, że tym razem się uda, że szczęście się do nich uśmiechnie, albo kierowane radami koleżanek/kolegów, że oni przecież mają znajomych, którzy się poznali w internecie, to i Ty spróbuj :) logują się i……. Zawsze jest ta nadzieja, że tu właśnie będzie ktoś. I nie ma znaczenia podaż, czy tam jest 6 milionów osób, czy 10, przyświeca im NADZIEJA. I pewno gdyby mimo wszystko więcej było nawet w tych kontaktach wirtualnych szczerości (o naiwności nasza!) to pewno tyle tego zdrowia psychicznego by to nie kosztowało. I tylu rozczarowań by nie było. Czy Ci szukający szukają ideału? Nie sądzę, oni już tyle przeszli, że wiedzą, że ideałów nie ma, ba idealni są zdziebko nudni :)
    A i jeszcze…. Na początku zawsze jest tak, że chcemy poświęcić jak najwięcej czas drugiej osobie, chcemy tego też dla siebie. To naturalne, bo jak inaczej lepiej się poznać? Ale jeżeli jest to zdrowy związek to ani pasje, marzenia, zajmująca praca, a już na pewno nie dzieci, nie przeszkodzą. Wręcz przeciwnie, są tematy do rozmów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe spostrzeżenia, jednak to co napisałeś to nie jedyny powód dlaczego ludzie wybierają mniejsze sklepy. Mnie nie boli to, że muszę wybierać produkty bo i tak zawsze kupuję te same. Boli mnie to, że żeby zrobić zakupy w hipermarkecie muszę tracić tak dużo czasu. Dojazd do najbliższego pół godziny, znalezienie miejsca parkingowego 5min, zakupy to łażenie i robienie bezcelowych kilometrów po wielkiej hali, a na koniec jeszcze wielka kolejka przy kasie bo każdy ma dwa wózki zakupów. a teraz porównajmy to do takiej biedronki. Wychodzę z domu, idę pieszo 10min, robię zakupy w 5min i wracam do domu.

    OdpowiedzUsuń