środa, 28 czerwca 2017

Heurystyka dostępności

Tendencję do szybszego i bardziej zdecydowanego wnioskowania i przepisywania prawdopodobieństwa informacjom i zdarzeniom, które są nam bliższe emocjonalnie, nazywamy heurystyką dostępności.


Ludzki umysł jest generowany przez mózg uformowany w zupełnie innych okolicznościach niż te stwarzane nam każdego dnia przez świat, w którym obecnie żyjemy. Przez ostatnie parę milionów lat spędziliśmy większość czasu z najwyżej stu pięćdziesięcioma osobami, a cała nasza wiedza wiązała się z z sytuacjami  z życia codziennego. Informacje pochodzące z takich źródeł jak środki masowego przekazu, dane statystyczne i odkrycia naukowe nie są tak łatwe do skonsumowania jak to, co ujrzeliśmy na własne oczy. Stare powiedzenie „zobaczyć znaczy uwierzyć” wskazuje na praktyczne zastosowanie heurystyki dostępności.

Gdy politycy zaczynają swoje przemówienia od słów: „Kiedy byłem w Michigan, spotkałem matkę dwojga dzieci, która straciła pracę, bo zabrakło środków…” lub coś w tym stylu, mają nadzieję, że wpłyną na naszą opinię. Używają heurystyki dostępu w przekonaniu, że zrozumiemy jednostkowy przykład jako reprezentatywny dla zjawiska obejmującego znacznie większą grupę ludzi. Po prostu dużo łatwiej nam w coś uwierzyć, jeśli używa się konkretnego przykładu,  a nie liczb czy abstrakcyjnych historii. (…)

Kiedy kupujesz los na loterię, wyobrażasz sobie, że wygrasz, tak jak Ci wszyscy z telewizji, którzy stali się sławni, bo wylosowano ich numery, a zapominasz, że przecież nie przeprowadza się wywiadów, z tymi, którzy nie wygrali. Jest duża większa szansa, że możesz zginąć w wypadku samochodowym, jadąc po ten nieszczęsny los, leczy ty nie myślisz w kategoriach statystyki. (…) Stosujesz heurystykę dostępności, a dopiero potem dostrzegasz fakty.

„Ruletka nawyków”, David McRaney, PWN, Warszawa 2013

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza